Podrzucacie naleśniki na patelni, by je obrócić? Ja owszem. Dobrze mi idzie ta sztuka, z małymi wyjątkami...
Raz podrzuciłam naleśnik dość wysoko i z konsternacją stwierdziłam, że leci prosto na mnie. W odruchu obronnym skuliłam się i zrobiłam unik, ale niesprytny - i atakujący naleśnik wylądował mi na karku. W pierwszej chwili przestraszyłam się gorącego placka i podskoczyłam - naleśnik oderwał się od moich pleców, a mnie udało się zrobić pół piruetu i złapać go z powrotem na patelnię
Nikomu się nie przyznałam do bliskich kontaktów, a wszystkim smakowało
|